Spekulacja, spekulanci

Lending Memo stock market

Słowo “spekulacja” budzi, szczególnie w ostatnich czasach, negatywne skojarzenia. Wynika to po części z nieznajomości znaczenia tego słowa, po części z braku świadomości jakie działania nazywa się spekulacją, a także po części, oczywiście, z wyolbrzymiania złych skutków spekulacji wszelkiego rodzaju, szczególnie tej giełdowej. Co ciekawe, spekulantem, na pewnym etapie życia, jest lub był praktycznie każdy z nas.

Czym jest spekulacja?

No właśnie, czym tak naprawdę jest spekulacja, co trzeba zrobić, aby zostać nazwanym spekulantem i co odróżnia spekulowanie od inwestowania?

Otóż spekulacja, to zakup wszelkiego rodzaju aktywów, z nadzieją odsprzedania ich po wyższej cenie. Ani ryzyko, które podejmujemy, ani fakt, że wzrostu cen jesteśmy pewni, nie ma przy tym żadnego znaczenia. To więc odróżnia spekulację od inwestycji, w przypadku której do czynienia mamy z określonymi i pewnymi przepływami pieniężnymi (lub z wykorzystaniem innych ekwiwalentów gotówki) w trakcie jej trwania, jak na przykład dywidenda jeśli chodzi o akcje, oprocentowanie lokat czy obligacji, czynsz, czy zysk ze sprzedanych produktów.

Spekulant to więc nie tylko osoba, która kupuje akcje, czy inne instrumenty finansowe, by je w krótkim okresie sprzedać, ale także osoba nabywająca na przykład antyki, kolekcjonerskie samochody czy nawet kupująca nieruchomości, jedynie w celu ich odsprzedania. Kupno ziemi, jeśli nic na niej nie wybudujemy lub jej nie wydzierżawimy, jest więc najczystszym przejawem spekulacji, ponieważ zakłada zarobek, wynikający jedynie z wzrostu jej ceny, a to wcale nie jest tak pewne, jak mogłoby się wydawać.

Wychodzi w takim razie na to, że osoba trzymająca od kilku lat akcje KGHMu czy Orlenu, oraz posiadająca portfel rządowych obligacji jest inwestorem, z kolei właściciela niezamieszkanych budynków i kilku działek nazwać musimy spekulantem. Dlaczego więc brzmi nam to błędnie i nienaturalnie? Ponieważ słowo “spekulacja” używane jest przez media zwykle w bardzo negatywnym kontekście, przez co zakorzeniła nam się wizja spekulanta będącego chciwym, żądnym zysku i nieliczącym się z innymi graczem giełdowym, co jest naturalnie obrazem tak samo niekorzystnym jak i po prostu błędnym.

Czy spekulacja rzeczywiście jest zła?

W świetle powyższych wyjaśnień oczywiste wcześniej pytanie zaczyna już teraz sprawiać problemy. Spekulacja nie tylko otacza nas znacznie mocniej niż to się dotychczas wydawało, ale także jest korzystna i bardzo pozytywnie wpływa na nasze życie. Co więcej, spekulanci to osoby, które zapewniają niezbędną rozwojowi płynność, a także wspomagają mechanizmy rynkowej równowagi.

Jedyny poważny zarzut, jaki postawić można osobom szukającym zysków wynikających ze zmian ceny, to ich uczestnictwo i napędzanie rzadkich, aczkolwiek pękających bardzo spektakularnie, baniek spekulacyjnych. To prawda, takie bańki powstają jedynie w wyniku oczekiwań co do wzrostu cen, natomiast osoba uczestnicząca w tym procesie, bardziej niż na miano spekulanta zasługuje na miano głupka :) ponieważ bierze udział w procesie, którego nie rozumie i podejmuje decyzje na podstawie emocji i pod wpływem tłumu, nie zaś racjonalnej oceny. W przeważającej większości nie są to profesjonalni spekulanci, a osoby, które nie słyszały zbyt wiele o inwestowaniu, a skusiła ich po prostu perspektywa dużych zysków.

Bańki spekulacyjne, jak już mówiłem, zdarzają się jednak bardzo rzadko, a w dodatku, gdyby się uprzeć, to myślę że wśród wielu z nich znaleźć można elementy rządowej stymulacji, która do nich doprowadziła i podsyciła oczekiwania oraz możliwości spekulantów – sztandarowym przykładem takiej sytuacji jest naturalnie kryzys z 2008 roku.

Co dobrego dają spekulanci?

Co ciekawe, spekulantom przypisuje się windowanie cen instrumentów finansowych, produktów czy innych elementów, które wpływają na nasze życie, podczas gdy działają oni całkowicie w przeciwnym kierunku. Profesjonalny spekulant natychmiast wykorzystuje nie tylko niedowartościowanie, ale i przewartościowanie dóbr, a swoim, motywowanym chęcią odniesienia zysku, działaniem, sprowadza ceny w stronę punktu równowagi. Jeśli na przykład cena notowanego na giełdzie towaru, z jakiś nieracjonalnych powodów znacznie wzrośnie, to właśnie spekulanci sprowadzą ją z powrotem na właściwy dla niej poziom.

Cena produktu idzie w górę w momencie, gdy ktoś chce go kupić, a nikt nie ma zamiaru go sprzedać. Bez spekulantów mielibyśmy  z tym do czynienia na okrągło, a brak płynności paraliżowałby nasze działania. Nie chodzi tu jedynie o brak chętnych na kupno czy sprzedaż akcji, ponieważ to nie dotyczy większości społeczeństwa, natomiast trzeba pamiętać, że bez spekulantów bardzo utrudniona byłaby także sprzedaż lub kupno mieszkania, czy nawet samochodu (jak bardzo zejść z ceny (lub ją podnieść), jeśli nie ma chętnych na dokonanie transakcji?). Do akcji w takich sytuacjach wkraczają ludzie, którzy nie posiadają dóbr dla ich podstawowych funkcjonalności, a kupili je w celach spekulacyjnych. To oni zapewniają rynkową płynność, stoją na straży właściwych cen i są jednym z mechanizmów, który sprawia, że wolny rynek jest tak skuteczny.